Niedługo minie pół roku od ich śmierci. Dziś wspomnieniowo..
Tęsknię za nimi. Rzadko się widywałyśmy. Ale to takie znajomości z beztroskich młodzieńczych lat. Dużo wspólnych radości. Kiedy przypomnę sobie śmiech Agaty przechodzą mnie dreszcze. Gdy patrzę na wspólne zdjęcia łzy napływają do oczu. Są takie momenty, w których wracają do mnie. Porządkuję stary portfel i znajduję zdjęcie Weroniki. Oglądam wspólne zdjęcia z wakacji. Czytam nasze listy. Czasem głupi facebook brutalnie przypomina o ich braku wyświetlając nieopatrznie ich profil w jakieś głupiej grze czy aplikacji. Numery komórek w telefonie.. do dziś nie skasowane.
"Będę Cię kochać do końca życia. A jeżeli jest coś potem, będę Cię kochać także po śmierci. Czy mnie rozumiesz?" - napisał dziś chłopak Agaty dodając wspólne, fantastyczne zdjęcie, z którego aż bije miłość. W takich momentach boli najbardziej. I dociera, że ich nie ma ze zdwojoną siłą..
Kiedyś w coś wierzyłam. W miłość może? W przenoszenie gór i takie tam sprawy. Bańki mydlane pękają. Złudzenia też.
skomentuj (2)
To nie był łatwy rok. Wyprowadzka Macieja w styczniu i radzenie sobie z samotnością. Obrona w czerwcu. Śmierć mojego psa we wrześniu. Sypiący się związek.. praktycznie przez cały rok.
Przeżywałam wszystko w sobie, czasem znajdując ukojenie wśród nabliższych. Nie jestem już taka sama, jak 365 dni temu. Wtedy miałam jeszcze dużo nadziei, trochę uśmiechu. Dziś patrzę na siebie i widzę, że utraciłam wiele z piękna, które w sobie miałam. Żyłam ideałami, wierząc, że świat jest piękny, że będę miała wspaniałego męża, dzieci, dom i samochód. Że będą przy mnie wszystkie ważne dla mnie osoby. Tak nie będzie.
Mój związek jest daleki od ideału. Jest daleki nawet od jakieś normy. Od przeciętnego układu między kobietą i mężczyzną. Mój związek jest całkowicie toksyczny. Walczymy ze sobą. Szacunek, czułość, zaufanie. Coraz częśćiej sądzę, że te słowa nie istnieją w słowniku mojego chłopaka. Walka. By udowodnić, coś komuś. Zazwyczaj rodzinie, że to nie ja mam władzę nad nim, ale od nade mną. Żeby pokazać kumplom, że nie jest pod pantoflem, ale, że może mną pomiatać, a i tak będę jego. Najgorsze jest to, że to widzę. Ale nie umiem przerwać. Wolę trzymać się tego co mam niż pójśc w nieznane. Czasem zdarzają się dobre chwile, czasem nawet całe dni. Wbrew wszystkiemu, wiem, że mnie kocha. I, że nie umie inaczej. Patrzę na relacje między jego rodzicami i już rozumiem dlaczego kłamie, krzyczy i rani. Sądziłam, że to zmienię. Że kiedy nauczy się kochać, nauczy się też okazywać uczucia. Jesteśmy razem 2,5 roku. Mam wrażenie, że jest coraz gorzej..
Myślę co by było gdyby.. Gdybym podjęła kiedyś inne decyzje, była z innymi mężczyznami..
| Dodatki na bloga |